» » a a a
Lis

Ni stąd - ni z owąd

dodany: 2013-03-25, godz. 15:45

Jak w większości wakacyjnych wyjazdów – pojechaliśmy z synem do OHZ Rypin, gdzie starałam się zawsze trafić na końcówkę rui sarniej, aby zapolować w swój ulubiony sposób – na wab, i potem - na początek kaczego sezonu.

Kierownik ośrodka - wtedy jeszcze kawaler, zawsze na mnie niecierpliwie czekał, gdyż zajmowałam się kuchnią i nie musiał jeździć do mamy po zaopatrzenie! Po za tym – bardzo mu smakowały moje kaczki z jabłkami!

Udało mi się zdybać na swojej ulubionej łączce pięknego „korkociąga” i w pierwszym dniu sezonu na kaczki, pojechaliśmy spenetrować miejscowe bagienka, w większości gęsto zarośnięte trzciną. Kolega kierownik miał bardzo dobrego krótkowłosego wyżła, który służył za płochacza i aportera.
Strzeliliśmy po kilka kaczek i pies puszczony w kolejne, dość spore bagno – wydawało mi się – kierował się w moją stronę, sądząc po ruchu i szumie trzcin, ale kaczek nie było!

Zawołałam psa po imieniu, złamałam broń i w tym momencie – zamiast psa, wyjechał mi prawie prosto pod nogi . . . olbrzymi lisiura z suknią aż prawie czerwoną! Oczywiście, szybki rzut kolby do ramienia i, mimo iż kaczym śrutem - został na miejscu!

Skórka, mimo że bez podszerstka, była bardzo piękna, a strażnik, pan Grzesio, bardzo się postarał, żeby ją bezbłędnie ściągnąć, łącznie z wypreparowaniem łapek i pazurków. Po wyprawieniu i uformowaniu na „szal – zwierzątko” długo mi służyła, budząc podziw, że „letni” lis może być tak piękny aż . . . w końcu go mole zjadły!

 

 

Średnia: 0 /5 | Ocen: 0

nbsp;

 

Reklama


Ni stąd - ni z owąd komentarze (0)

 

Nie ma jeszcze komentarzy do tego wpisu.
Bądź pierwszy!

 

Aby móc komentować musisz być zalogowany!

zaloguje się

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

 

Ogłoszenie płatne


daj ogłoszenie

Powiązane tagi


|0.035|