Anegdoty o myśliwych
| Podziel się: |  | | |
2011-08-02, godz. 20:33
Anegdoty o myśliwych Anegdoty o myśliwych
Czy często myśliwi decydują się na samotne polowania? Zapuszczenie się w las w pojedynkę może być po pierwsze niebezpieczne, po drugie nie ma kompana do rozmów, kiedy na horyzoncie brak zwierzyny. W towarzystwie zawsze można opowiedzieć anegdoty o myśliwych. Rozmowę zawsze można rozpocząć choćby tak:
- Darz Bór sąsiedzie, co tam słychać?
- Ach kiepsko, kiepsko. Wczoraj wieczorem spadłem z drabiny ambony.
- No i co, jakieś poważnie obrażenia?
- No nie całkiem. Stałem na pierwszym szczeblu.
Dwóch myśliwych polowało na kozice. Pewnego razu, w górskim lesie spotkali psa bernardyna z baryłeczką wódki zawieszoną na karku.
- Popatrz to najlepszy przyjaciel człowieka !!
- No, i ma ze sobą bernardyna…
Nie powinno zabraknąć także wzmianek o znanym Fąfarze:
Fąfara wybrał się z kolegą na polowanie.
- Nareszcie jesteśmy na miejscu, zaraz zaczniemy strzelać.
- Strzelać? Po co?
- Cóż za pytanie? A po co zostałeś myśliwym?
- Bo chciałem, chociaż raz w tygodniu uciec przed żoną...
Zawsze wracając ze wspólnego polowania można przecież zyskać oprócz zwierzyny coś jeszcze…
Trzech kolegów założyło się o grubszą forsę, który z nich przeżył najbardziej nieprawdopodobną przygodę myśliwską:
Opowiada pierwszy:
- 'Razu pewnego pies wystawia mi koguta, kogut się zrywa a za nim z trawy lis skacze, więc ja strzelam pomiędzy nich i jednym strzałem kładę i lisa i bażanta, w tej chwili nadciąga mi nad głową tabun dzikich kaczek, mierzę do pierwszej z drugiej lufy, strzelam i spadają trzy ostatnie- takim sposobem strzeliłem dwoma nabojami kwinduplet'
Drugi opowiada:
- 'Polowałem na kaczki w pobliżu mego domu. Nagle patrzę, a z kępy trzcin wystaje łeb szablastego odyńca. Nie miałem brenek, więc mówię do psa - przynieś- a ten pobiegł do domu ja w tym czasie zaczajony pilnowałem dzika, pies przyniósł w kufie dwie breneki, załadowałem strzeliłem i tym sposobem upolowałem swego największego odyńca'.
Trzeci opowiada:
' Wasze historie to pikuś, ja to miałem przypadek. Wybraliśmy się na polowanie, ale lało jak z cebra, więc tak stoimy pod wiatą i stoimy, więc ja wyciągnąłem ćwiartkę i mówię do jednego - chlapniesz, a on że nie, no to do drugiego czy chlapnie a on że nie chlapnie. Trzeci też nie chciał to schowałem do torby i tyle.'
I wygrał zakład...
Tym sposobem tworzą się anegdoty o myśliwych.
Nie ma jeszcze komentarzy do tego artykułu. Chcesz być pierwszy?
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.